Kolejna noc, przepłakana, nawet nie wiem czemu. To się wydaje aż dziwne. Mam tylko 10 głupich lat, a już płaczę po nocach, jakby nie wiadomo co się stało. Główne myśli, które chodzą mi teraz po głowie, to że życie jest niesprawiedliwe. Zawsze byłam o wiele wrażliwsza od reszty. Wszystko mnie strasznie wzruszało. Płakać mi się chciało gdy widziałam małe dzieci, które płaczą, choćby dlatego, że ich mamy nie chcą pozwolić im na pójście na plac zabaw. Kiedy uśmiech schodził wtedy z ich twarzy, a zastępowały go łzy. Przecież powinny się cieszyć z życia. Wszystko leci tak szybko, że zanim się obejrzysz skończysz tak jak ja, leżąc w łóżku i płacząc, bo rozumiesz wszystko aż zanadto. Bo dorosłeś. Bo już przekroczyłeś granicę i nie ma odwrotu. Nie wiem kiedy wszystko tak bardzo się zmieniło. Wiem tylko, że już nie jestem tą samą osobą co kiedyś. Ale nie mogę dać się temu zniszczyć. Jestem młoda, aż za młoda, żeby teraz głowić się nad takimi rzeczami. Niedługo skończą się wakacje. Zaczynam czwartą klasę. Szczerze, nie boję się, jestem bardziej podekscytowana. Może to coś w końcu zmieni.. Kiedy już trochę się uspokoiłam, położyłam głowę na poduszce, przewróciłam się na bok i po krótkiej chwili zasnęłam z zaschniętymi na policzkach łzami. Ta wrażliwość mnie wykończy...
Szkoła jak szkoła. Nauka, znajomi, bieganie na boisku podczas przerw. I wszystko jest tak, jak było dawniej. Tylko nie ze mną. Ale po co się zadręczać tym głupim tematem. Trzeba się bawić, puki można.
Na jednej z lekcji gdzieś na początku września, nasza nowa wychowawczyni, pani Ostrowska, nakazała nam wpisać do dzienniczków, że 26 września ( dokładnie w moje urodziny, co mnie bardzo ucieszyło ) jest planowane wyjście, na tak zwaną, "Marinę". To niewielka polana otoczona drzewami, przy rzece. Są tam drewniane stoły i ławki, miejsce na ognisko lub grilla, boisko do siatkówki wysypane piaskiem oraz mnóstwo miejsca do biegania, co było niezbędne, jeśli chodzi o nas. Miały tam iść wszystkie czwarte klasy, żeby się lepiej zapoznać. Chociaż nie było w sumie kogo poznawać, znaliśmy się jeszcze z klas 1-3, bo skład się nie zmienił. No może poza kilkoma osobami, które doszły, ale ich już także znałam. W każdym razie stwierdziłam, że skoro to będą moje urodziny, to muszę coś przynieść, jakieś ciastka, czy coś. Wróciłam do domu i od razu powiedziałam o tym mamie. Razem ustaliłyśmy, że coś wspólnie przygotujemy, i tak 25 września na blacie kuchennym leżała czarna blacha, pełna gorących czekoladowych babeczek. Było ich 18, czyli tyle, ile osób jest w mojej klasie łącznie z wychowawczynią. Następnego dnia rano przełożyłam je do plastikowego pudełka i włożyłam do torby, a potem szybkim krokiem pomaszerowałam do szkoły. Oczywiście nie odbyło się bez składania miliona życzeń, wciąż tych samych, czyli: "Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności", lub po prostu "Wszystkiego najlepszego" w przypadku chłopaków. Szczerze mówiąc nie przepadam za tym. To dziwne uczucie stać i patrzeć jak wszyscy składają ci życzenia wyrecytowane na pamięć, jakby z przymusu. Niektórzy nawet pewnie nie wiedzą co to znaczy "pomyślności", ale mówią tak, bo "tak się mówi". Potem wszystkie czwarte klasy wyszły z nauczycielami i udaliśmy się na Marinę. Tam nie robiliśmy nic innego jak bieganie, granie, skakanie i ogólnie tylko się bawiliśmy. Nie opisywałabym tego dnia tutaj, gdyby nie to, że w sumie to on zmienił moje życie, albo może jego część. Pamiętam to dosłownie tak, jak gdyby to było wczoraj. Ale od początku...
Siedząc z Darią i Gabrysią na jednej z ławek i gadając w sumie o niczym zeszłyśmy na temat nowych osób w naszych klasach. Kiedy zapytałam czy do Gabrysi klasy ktoś doszedł ( bo z Darią jesteśmy w tej samej, 4c ) ona powiedziała, że tylko jedna dziewczyna.
- Ma na imię Demi, czy jakoś tak - powiedziała.
- To jest polskie imię? - spytałam.
- Nie wiem. Ona jest chyba Holenderką, czy coś. Nie gadałam z nią.
- Mhm - przytaknęłam i zmieniłam temat. Mimo to myślami nadal byłam przy tej dziewczynie.
Pamiętam jak na rozpoczęciu roku nowe wychowawczynie naszych klas czytały listę osób, według dziennika. Ich klasa, 4a, była wyczytywana pierwsza. Pani Furczyk, młoda, szczupła kobieta o czarnych włosach, wyszła na środek sali i zaczęła czytać. Uczniowie po kolei wychodzili na środek sali i ustawili się w szeregu zgodnie z przypisaną kolejnością. Kiedy doszła już do ostatniej, 19 osoby trochę się zawahała. Po chwili jednak niepewnie wyczytała nazwisko: Wonlent Demi. Zaczęłam się rozglądać, kiedy na salę wyszła wysoka dziewczyna o blond włosach mniej więcej do ramion. Stałam daleko więc nie mogłam przyjrzeć się jej dokładnie. Wiedziałam jednak, że to ktoś nowy.
- Wonlent? - szepnęłam do mamy stojącej obok mnie.
- Pewnie jakieś zagraniczne nazwisko - odpowiedziała.
Nie przejęłam się tym zbytnio, ale coś mnie jednak pchało do tego, żeby ją poznać.
Jakiś czas później, będąc z klasą na Marinie, poszłam sama w stronę boiska gdzie chłopacy grali w siatkówkę. Usiadłam na drewnianym płocie i chwilę patrzyłam jak piłka, która głównie co chwilę lądowała na ziemi, jest odbijana przez moich znajomych. Ale w końcu mnie to znudziło i już nie patrzyłam na grę, tylko na osobę siedzącą kilka metrów ode mnie na piasku. Może i nie przyjrzałam jej się wtedy dokładnie, ale widziałam ją nie raz na korytarzu szkolnym i byłam teraz pewna, że to właśnie jest Demi. Nie wiele myśląc zeszłam z płotka i usiadłam obok niej, na co ta tylko spojrzała w moją stronę bez żadnego wyrazu twarzy.
- Cześć. Ty jesteś Demi, nie? - spytałam, na co kiwnęła głową. - Ja jestem Dominika. Nasze imiona są podobne, Demi, Domi - uśmiechnęłam się, a ona spojrzała na mnie i zauważyłam jak kąciki jej ust lekko się podniosły. Wtedy mogłam jej się przyjrzeć. Miała niebiesko-szare oczy, dosyć duże, podobnie jak wargi, ale szczerze, to bardzo to do niej pasowało. Zgrabny nos i szczupła twarz. Wyglądała na dosyć dojrzałą, ale mogłam śmiało stwierdzić, że jest bardzo ładna. Odwróciła głowę z powrotem przyglądając się grze. Chwilę tak siedziałam, ale kiedy już dała mi do zrozumienia, poprzez milczenie, że nie ma mi więcej nic do powiedzenia, po prostu wstałam i odeszłam. Resztę dnia zastanawiałam się czy jeszcze kiedyś uda mi się z nią pogadać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że właśnie zaczęłam wszystko.